Łojejujeju panie, a cóż to za wynalazek? Nie dość że wędzone to jeszcze kwaśne. Dwa browary to zrobiły? A nie mógł jeden? Po co tyle zachodu? A zachód był. I to znacząco wpłynął na ten twór.
Minął niecały miesiąc, odkąd ostatni raz byłem w browarze w Modlniczce, a tu nadarzyła się kolejna okazja aby móc się tam pojawić ponownie. Okazja analogiczna co ostanie kooperacyjne warzenie, tym razem jednak w Pracowni pojawiła się niepełna ekipa królów szpilek, znanych jako browar Kingpin. Przy takiej kooperacji oczywiście absurdem byłoby, aby powstało piwo bez jakichkolwiek dodatków.
Etykiety Kingpina w dosyć szybkim tempie pojawiły się w czołówce polskich etykiet. Świnia, która przybiera coraz to nowe postacie, robi robotę, jest charakterystyczna, oraz rozpoznawalna. Jednak to co zrobili z Lunaticiem, przerosło wszelakie możliwości. Jest genialna. Psychodela całą gębą, pytanie tylko czy po wypiciu będziemy wyglądali jak owy prosiak?
Fakt łączenia herbaty z piwem wydaje się dobrym pomysłem. Szczególnie do mocniej chmielonych piw, gdzie goryczka chmielowa zgrabnie łączy się z tą herbacianą. Nasz nadworny browar Kingpin, który do każdego piwa dodaje dodatki, postanowił uraczyć nas india pale ale, do którego to chłopaki wrzucili herbaty sencha. Czy to ma sens działać?
Kingpina u mnie na blogu jeszcze nie było. Dlaczego? Jakoś ich wcześniejsze wypusty mnie specjalnie nie zachwyciły. Jednak wprowadzenia FESa, z takimi dodatkami zdecydowanie nie mogłem odpuścić.